Podziel się z nami swoją opinią!
Ubezpieczenia
Komentarze0

Praprzyczyna błędów umowy ubezpieczenia

2018.01.22

Ubezpieczenie jako zło konieczne

Ubezpieczenie, czy jak kto woli, polisa (to nie to samo!) bywa dla większości z nas przykrym obowiązkiem, kolejnym para-podatkiem czy innym dziwnym tworem, który z ciężkim sercem "odfajkowujemy", żeby tylko jak najszybciej mieć to z głowy. Jednym naszym zmartwieniem jest składka, jak najniższa składka. Wszystko po to, aby nie przepłacać.

 

Tylko składka

Takie podejście ma jedną zasadniczą wadę - prowadzi do zaniżenia wartości transakcji do poziomu, który usypia nasza czujność. Kto bowiem spędziłby kilka godzin samemu, czy nie daj Bóg - u prawnika czy brokera, aby przeanalizować szczegółowo treść oferty, wniosku i ogólnych warunków ubezpieczenia. Polisa kosztuje przecież tylko 500 zł (dla Kowalskiego) czy też 5 000 zł (dla małej firmy). Kto by się przejmował treścią umowy.

 

Inaczej byłoby, gdyby to był kontrakt handlowy na 10 000 000 zł, czy też zakup nieruchomości za 500 000 zł. Wtedy prawnik i inni doradcy mieliby co robić.

 

Jaką wartość ma polisa?

Pytanie, które należałoby tu postawić to: jaka jest wartość usługi ubezpieczeniowej, którą kupujemy? 

1. Czy jest ona równa składce za polisę? 

2. Czy może jest to wartość sumy ubezpieczenia (gwarancyjnej)? 

3. A może jeszcze coś innego?

 

Od odpowiedzi na to pytanie uzależnione jest to, z jaką atencją potraktujemy negocjacje z ubezpieczycielem, czy ubezpieczycielami, rozmowy z brokerem lub agentem i wreszcie, z jakim tętnem będziemy podpisywać kontrakt ubezpieczeniowy. Tak, celowo użyłem tu słowa kontrakt - formalnie rzecz biorąc jest to to samo co umowa, ale brzmi dużo poważniej.

 

Pozytywna odpowiedź na pytanie nr 1 z powyższej listy pozycjonuje nas w gronie "szarych zjadaczy polis", którzy wprawdzie mało płacą, ale też i nie do końca wiedzą co kupują, a po szkodzie opowiadają o zbrodniczych zapędach ubezpieczycieli.

 

Racjonalna wydaje się więc odpowiedź "tak" na pytanie nr 2, ale tylko pozornie. Takie spojrzenie pomija bowiem wszystkie te zapisy umowy ubezpieczenia, które ograniczają kwotowo odpowiedzialność ubezpieczyciela - np. udział własny (nazywany dość często franszyzą), czy też niedoubezpieczenie i jego skutki. Może się więc okazać, że wydaje nam się, iż z ubezpieczycielem umówiliśmy się na 10 mln zł, a wypłata w przypadku pełnej szkody wyniesie tylko 5 mln zł. 

Prawdziwa wartość ubezpieczenia

Odpowiedzi trzeba szukać zatem gdzie indziej, a w zasadzie to tam, gdzie zawsze należy jej szukać w przypadku umowy - konieczne jest określenie wartości świadczenia drugiej strony, czyli maksymalnej kwotę, jakiej będziemy mogli się skutecznie domagać od ubezpieczyciela w przypadku szkody. Kwota ta wyznacza rzeczywistą wartość kontraktu i do niej należy się odnieść, kiedy przystępujemy do zawierania ubezpieczenia. Gwarantuje to, iż użyte środki będą adekwatne do zakresu i rozmiaru kupowanej ochrony ubezpieczeniowej.

 

Takie podejście ma jeszcze jedną zaletę - poznając rzeczywistą wartość umowy ubezpieczenia sprawdzamy stosunek ceny do jakości i możemy świadomie dokonać zakupu. 

 

Oczywiście w przypadku umów o większej wartości warto szerzej rozejrzeć się po rynku i skonsultować się z profesjonalnym doradcą, najlepiej niezależnym, który będzie ponosił odpowiedzialność za jakość rekomendowanej oferty. 

Dołącz do dyskusji

Komentarze0
Wiadomość