Podziel się z nami swoją opinią!
Prawo
Komentarze0

Przedawnienie długu a wpis w KRD

2017.04.24

Wiele osób zapewne słyszało o korzystnym wpływie czasu na obowiązek płacenia długów, podatków, kar, mandatów czy na kwestię ponoszenia odpowiedzialności za popełniony czyn – że można uniknąć wielu różnych nieprzyjemności, które mogą przydarzyć się w świetle prawa, o ile upłynie odpowiedni czas. Wtedy już nie trzeba spłacać kredytu zaciągniętego bardzo dawno temu, można zagrać na nosie fiskusowi, nie dokładając ani złotówki podatku, i odczuwać satysfakcję, że zbyt szybka jazda samochodem nie nadwyrężyła portfela. Tę cudowną instytucję zwiemy „przedawnieniem” – funkcjonuje ona w wielu różnych dziedzinach prawa, jak widać po przywołanych przykładach. Jednak zanim popadnie się w ekscytację, warto zastanowić się poważniej, na czym dokładnie ta „magia przedawnienia” polega i czy rzeczywiście niewykonanie różnych obowiązków zawsze uchodzi płazem (niniejszy artykuł będzie poświęcony przedawnieniu w prawie cywilnym) .

Kwestie związane z oddziaływaniem czasu na roszczenia reguluje tytuł VI w części ogólnej Kodeksu cywilnego – „Przedawnienie roszczeń”. Najważniejsze w tej kwestii są dwa przepisy, art. 117 i 118 kodeksu cywilnego:

Art. 117. § 1. Z zastrzeżeniem wyjątków w ustawie przewidzianych, roszczenia majątkowe ulegają przedawnieniu.
§ 2. Po upływie terminu przedawnienia ten, przeciwko komu przysługuje roszczenie, może uchylić się od jego zaspokojenia, chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia. Jednakże zrzeczenie się zarzutu przedawnienia przed upływem terminu jest nieważne.

Art. 118. Jeżeli przepis szczególny nie stanowi inaczej, termin przedawnienia wynosi lat dziesięć, a dla roszczeń o świadczenia okresowe oraz roszczeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej – trzy lata.

„Roszczenie”, bardzo upraszczając, to prawo żądania od innej osoby, aby zachowała się w określony sposób - dając lub świadcząc (lub dla odmiany, aby zaniechała jakiś działań). Prawo pozwala domagać się zaspokojenia roszczenia przez osobę zobowiązaną, przy użyciu określonego przymusu państwowego. Osoba dochodząca roszczenia może liczyć, że państwo pomoże jej uzyskać to, co jej się słusznie należy, oddając jej do dyspozycji sądy, komorników i inne instytucje (przynajmniej teoretycznie…). Jednak po upływie przepisanego czasu to samo prawo stwierdza: już ci nie pomogę dochodzić roszczeń – niczego ode mnie nie oczekuj; jeśli twój dłużnik powie, że roszczenie jest przedawnione, to przyznam mu rację i zostawię go w spokoju. Co do zasady państwo „odpuszcza” po 10 latach, natomiast w przypadku działalności gospodarczej oraz świadczeń okresowych (to np. czynsz płatny co miesiąc, tak samo alimenty) – po 3 latach, uznając, że wierzyciel nie jest zainteresowany swoimi roszczeniami i nie robi nic, by je wyegzekwować. Przepis szczególne, tj. ustanowione w innych aktach prawnych mogą przewidywać inny czas przedawnienia; wtedy należy dostosować się do tego szczególnego przypadku, a nie stosować normę ogólną, kodeksową.

Tutaj jest potrzebne bardzo istotne zastrzeżenie – sądy nie uwzględniają przedawnienia z urzędu (choć w tym zakresie planuje się nowelizację), tylko trzeba podnieść zarzut przeciwko żądaniu, że powód nie może w świetle prawa skutecznie prosić o zabezpieczenie jego interesów przez sądy i organy egzekucyjne, ponieważ przepisany czas upłynął. Wtedy sąd oddali powództwo; jeśli dłużnikowi zapomni się sprawdzić w kalendarzu, czy roszczenie się nie przedawniło, albo zapomni o tym zarzucie, to niestety, ale sąd jest w pełni uprawniony do uwzględnienia żądania na korzyść wierzyciela. I wówczas postępowanie toczy się normalnym trybem, jak wszystkie. Warto również zwrócić uwagę na drugą część przepisu z art. 117 § 2 KC: „chyba że zrzeka się korzystania z zarzutu przedawnienia. Jednakże zrzeczenie się zarzutu przedawnienia przed upływem terminu jest nieważne”. Przed upływem terminu przedawnienia strony nie mogą się umówić albo podjąć jednostronnie decyzji, że nie będą korzystać z zarzutu, co jest rozsądne, ponieważ silny wierzyciel zawsze mógłby zmusić słabego dłużnika do zrzekania się korzystnego dla niego prawa.

Co ważne, strony nie mogą w żaden sposób modyfikować długości przedawnienia i umówić się, że na przykład w ich przypadku ten okres będzie wynosił rok zamiast przepisanych trzech lub dziesięciu. Mówi o tym bardzo wyraźnie art. 119: „Terminy przedawnienia nie mogą być skracane ani przedłużane przez czynność prawną”. Jeśli w umowie pojawi się takie postanowienie, to ipso iure jest ono nieważne jako sprzeczne z ustawą.

Termin przedawnienia rozpoczyna się z dniem, gdy dłużnik powinien spełnić swoje świadczenie – przyjmijmy, że zawarliśmy z kimś umowę pożyczki w dniu 15 kwietnia, wskazując, że powinna zostać spłacona do dnia 15 czerwca. Wtedy przedawnienie roszczenia zaczyna biec nie od daty podpisania umowy, lecz od 16 czerwca, czyli następnego dnia po ostatnim dniu, gdy pożyczkobiorca mógł spłacić dług bez żadnych przykrych konsekwencji. I tak sobie to przedawnienie biegnie, dopóki nie zdarzy się coś, co „zatrzyma” zegar i spowoduje, że przedawnienie wróci do punktu zero i zacznie biec od nowa. Takie sytuacje są wskazane w art. 123 § 1 KC:

Bieg przedawnienia przerywa się:

1)   przez każdą czynność przed sądem lub innym organem powołanym do rozpoznawania spraw lub egzekwowania roszczeń danego rodzaju albo przed sądem polubownym, przedsięwziętą bezpośrednio w celu dochodzenia lub ustalenia albo zaspokojenia lub zabezpieczenia roszczenia;
2)   przez uznanie roszczenia przez osobę, przeciwko której roszczenie przysługuje;
3)   przez wszczęcie mediacji.

 Jak widać, katalog takich sytuacji jest jasno określony i zamknięty – z tego powodu nie można go sobie dowolnie rozszerzać o okoliczności nieprzewidziane w przepisie. Wracając do przykładu z pożyczką: jeśli druga osoba nie oddaje mi pieniędzy, a ja przez trzy lata wysyłam wezwania do zapłaty, mejle ponaglające do zwrotu, wiszę na telefonie, żądając należnej mi kwoty, to z punktu widzenia regulacji kodeksowych takie działania nie mają żadnego znaczenia i przedawnienie biegnie sobie w sposób niezakłócony. Nie szkodzi, że podjęłam mnóstwo działań pokazujących, że ja naprawdę bardzo chcę odzyskać pieniądze z powrotem; nie zrobiłam niczego, co formalnie przerwałoby bieg terminu.

Tak samo dzieje się w momencie, gdy jakaś firma windykacyjna kupi cudzy dług w drodze tzw. cesji. Przedawnienie nie liczy się na nowo od momentu przejęcia długu!! Wtedy zawsze trzeba sprawdzić, kiedy upłynąłby ten okres w stosunku do pierwszego wierzyciela, tak, jakby cesja nie miała w ogóle miejsca. Niestety, ale firmy windykacyjne bardzo często skupują przedawnione długi i domagają się ich spłaty, wyzyskując niewiedzę i naiwność dłużników, którzy na sam widok słowa „windykacja” wpadają w panikę, nie sprawdzając, czy dług jest nadal egzekwowalny.

I teraz clou tematu: czy przedawnione roszczenie rozpływa się w powietrzu, znikając raz na zawsze w prawnym niebycie?

Roszczenie NADAL ISTNIEJE. Wiem, że to rozczarowujące, ale przedawnienie wpływa wyłącznie na to, że nie da się go dochodzić przed sądem po zgłoszeniu zarzutu, a w konsekwencji nie da się przeprowadzić postępowania egzekucyjnego ani żadnego innego, mającego na celu spełnienie świadczenia. „Przedawnione roszczenie nie wygasa, lecz przekształca się w roszczenie naturalne, co oznacza w tym wypadku pozbawienie tego roszczenia ochrony sądowej. Skutek ten następuje z chwilą skutecznego (następującego po upływie terminu przedawnienia) podniesienia zarzutu przedawnienia, nie zaś z upływem samego terminu przedawnienia. Wierzyciel nie może w sytuacji, gdy ma poczucie, że dłużnik wyłącznie na skutek przedawnienia roszczenia jest wzbogacony jego kosztem, wystąpić z powództwem z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia, o jakim mowa w art. 405 k.c., niweczyłoby to bowiem istotę i cel instytucji przedawnienia” (zob. A. Jedliński, Komentarz do art. 117 Kodeksu cywilnego, w: Kodeks cywilny. Komentarz, t. 1: Część ogólna, red. A. Kidyba, WKP 2012). W przypadku bezpodstawnego wzbogacenia działa to również w drugą stronę – ponieważ dłużnik jest w dalszym ciągu zobowiązany spełnić świadczenie, nie może się domagać jego zwrotu, jeśli nagle spostrzeże się, że zaspokoił roszczenie przedawnione. Żeby nie było wątpliwości, to mamy art. 411 pkt 3 KC: „Nie można żądać zwrotu świadczenia, jeżeli świadczenie zostało spełnione w celu zadośćuczynienia przedawnionemu roszczeniu”.

To, że nie ma sądowej ochrony w przypadku niespełnionego świadczenia, wcale nie oznacza złożenia broni przez wierzyciela, który może wymyślić dowolny alternatywny sposób dochodzenia swojej należności (byle zgodny z prawem!). Bardzo często z pomocą przychodzi ustawa z dnia 9 kwietnia 2010 r. o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych (t. j. Dz. U. 2014 poz. 1015, z późn. zm.), która daje podstawy prawne dla wpisywania dłużników do Krajowego Rejestru Długów. Nie będę teraz omawiać wszystkich warunków, jakie muszą zostać spełnione, by kogoś umieścić w rejestrze. Żaden przepis ustawy nie zabrania zgłaszania długów przedawnionych – wystarczy, że istnieją. A skoro już ustaliliśmy, że roszczenie, choć w formie naturalnego, wciąż egzystuje, to nie ma przeciwwskazań, by wpisać przedawniony dług do KRD (co do zasady, ponieważ znalazłam niezwykle interesujący wyrok rzucający nowe światło na skutki wpisu… Bardzo, bardzo ciekawe, ale o tym innym razem).

Reasumując: „magia przedawnienia” jest równocześnie jasna i ciemna. Podniesienie w postępowaniu, że działania wierzyciela są działaniami w poszukiwaniu straconego czasu, ponieważ upłynął okres przedawnienia, pozwala dłużnikowi uchronić się przed przymusem państwowym, związanym z postępowaniem sądowym i egzekucyjnym. Nie ma jednak mowy o zniweczeniu samego roszczenia, bo ono istnieje sobie dalej, tylko bez sądowej ochrony. Dlatego wierzyciel może domagać się zaspokojenia nawet w takim przypadku, co oznacza, że niestety, ale swoje długi zawsze spłacać należy. Kodeksowe przepisy dotyczące przedawnienia to nie święto świętego Jana…

Dołącz do dyskusji

Komentarze0
Wiadomość